Światło
zapalone na korytarzu delikatnie rozproszyło mrok w jej pokoju.
-Wstawać! -
krzyk opiekuna Callen rozniósł się po pomieszczeniu. Przecież ona już nie śpi.
Nie spała całą noc. Znowu płakała. Tak bardzo chciała stąd uciec. Nienawidziła
tego miejsca, ale nawet jeśli by jej się udało nie miała by gdzie się podziać,
ma przecież tylko szesnaście lat. To za mało by prowadzić normalnie życie na
zewnątrz. Na rodziców liczyć nie mogła. To oni ją tutaj wysłali. Nienawidziła isch z całego
serca. Elizabeth zawsze była wyrzutkem więc rodzice udając zaniepokojonych
wysłali ją do psychologa. A że nie chciała rozmawiać z psychologiem, który
wyglądał jakby się naćpał to stwierdzono bardzo ciężką depresję. Gdy
stwierdzają wysoki stadium depresji robią wszystko by wcisnąć taką osobę do
szpitala. Jak się usprawiedliwiają? Że to stadium, które zagraża życiu
pacjenta. Brednie. Przetarła zmęczone
oczy i wstała z łóżka. Spojrzała w stronę drzwi, tuż przed nimi leżał złożony w
kostkę materiał. Pewnie nowa koszula. Wszyscy pacjenci nosili długie do połowy
łydki koszule, bez względu na to czy był kobietą czy mężczyzną. Przebrała się w
czyste ubranie czując ulgę. Przez ostatnie trzy dni nie umiała wytrzymać w
brudnym i śmierdzącym ubraniu. Przeczesała dłonią blond włosy i zapukała w
drzwi, które chwilę później się otworzyły wypuszczając ją z jej niewielkiego
pokoju, w którym znajdowało się samo łóżko. Stanęła obok strażnika i czekała aż
opiekun sprawdzi jej pokój. Gdy pokój, jak zawsze, okazał się pusty mogła
spokojnie iść na stołówkę gdzie jak codzień podawali coś co jedzeniem nazwać
nie można. Usiadła na swoim krześle przy stoliku z Phoebe. Rudowłosa Phoebe
była bardzo miła, ale często zachowywała się jak pięciolatka mimo tego, iż ma
dwadzieścia dwa lata. Jak zwykle miała małego kucyka na czubku głowy związanego
krwistoczerwoną wstążką pasującą do jej ozdób na koszuli. Ona jako jedyna miała
prawo do urozmaicenia swojego ubioru.
- Lizzie -
pisnęła radośnie widząc dziewczynę - pobawisz się ze mną?
- Może nie
tutaj, co?
- Mamusia
przyniosła mi lalki - uśmiechęła się szeroko - takie są piękne.
ELizabeth
nie odpowiedziała. Tych lalek tutaj nie ma i nigdy nie było ani nie będzie.
Chwilę później postawiono przed nią gumowy talerz z chlebem posmarowanym czymś
co chyba powinno być masłem oraz kubek wypełniony kompotem z jabłek. Szybko
zjadła śniadanie czując jak żołądek ma ochotę wyrzucić posiłek z siebie.
Przełknęła ślinę wstając od stołu.
- Lizzie
poczekaj na mnie - Phoebe kończyła jeść kanapkę i również wstała. Razem poszły
do strażnika, który przeprowadził je na drugą część budynku do świetlicy gdzie
ustawiły się do kolejki po leki.
- Podobno
mają tu przysłać takiego ładnego chłopca - uśmiechnęła się radośnie rudowłosa -
jak byłam u pani dyrektor to widziałam jego akta. Miał takie ładne brązowe loki
i na imię Harry.
- Phoebe
wiesz, że nie możesz tak robić. Zostałabyś ukarana jakby cię przyłapano.
- Ale nie
mogłam się powstrzymać.
- Czemu tu
będzie ? - Elizabeth wiedziała, że jej przyjaciółka będzie znała odpowiedź na
jej pytanie. Taka Phoebe była, bardzo ciekawska, jak każde dziecko.
- Podobno
zabił jedenaście osób i trzy zranił nożem - posmutniała.
- Panno
Carter i Phoebe - głos pielęgniarki był wypełniony jadem. Blondynka jej
nienawidziła. Była to duża baba ze sztucznymi cyckami i ustami i tapetą na
całej twarzy - o czym rozmawiacie?
- Nie twoja
sprawa - odpysknęła Liz zabierając z tacki kubeczek z wodą i czterema małymi
tabletkami o różnych kolorach.
- Obawiam
się, że jednak moja.
- Ja
natomiast jestem ciekawa jak zarząd zareaguje gdy przyjdzie na wizytę i
zobaczy, że trujecie pacjentów.
- Chyba nie
zdajesz sobie sprawy jakie mogą cię czekać konsekwencje Carter - powiedziała i
odeszła. Wkurzona Liz usiadła na kanapie gdzie miała spędzić conajmniej
dziesięć godzin z mają przerwą na obiad. W tle leciała bardzo denerwująca
piosenka. Całkowicie zatraciła się w swoich myślach patrząc na Phoebe, która
bawiła się z mały dzieckiem należącym do Abby, młodej dziewczyny, która zabiła
swoje drugie dziecko. To dziwne, że jej córka dalej jest pod jej opieką. Syna
zabiła i córkę też próbowała. Ale tu chyba lubią trupy.